Witam.
Tak bardzo mam już dosyć szkoły, codzienne wstawanie przed 7 rano, śpieszenie się na lekcje - kończenie o 16 i zanim wrócę do domu jest 17, + odrabianie lekcji i nauka. Nie mam czasu na jedzenie i spanie. Moje życie jest teraz w ciągłym biegu, nie jem obiadów w szkole i wracając do domu zjem coś na szybko i znowu trzeba usiąść do tych książek. Zaczyna boleć mnie kręgosłup, w sumie wszystko już mnie boli. Jestem przeziębiona, gorączkuje, kaszle, ale wiem, że jak zrezygnuje chociaż z jednego dnia to będę miała mnóstwo do nadrobienia, więc chodzę do szkoły chora.. Ja rozumiem, że to jest ostatnia klasa i liczy się potem świadectwo i egzamin, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi i też mamy prawo nie mieć sił na to wszystko... Ostatnio mam dodatkowo jakieś zawroty głowy, może to przez brak snu i nic nie jedzenie. Trudno, muszę dać w tym roku z siebie wszystko. Tamten tydzień był dość zapchany, ale wpadło kilka bardzo dobrych ocen. Uwielbiam weekendy i to, że spędzam wtedy czas z Hubertem, to sprawia mi największą radość, jestem wtedy wyluzowana i nie myślę o niczym innym. Chyba nawet całe życie spędzone z nim to będzie dla mnie za mało... Chyba powoli zaczynam wdrażać się do takiego trybu życia i coraz mniejszy problem sprawia mi to, że nie jem lub nie śpię. Najgorsze są poniedziałki, nie pod względem lekcji lecz pod względem tego, że o 15 muszę dojechać na zbiórkę do hufca który jest ode mnie 20 km i wracam wtedy do domu koło 18-19... Chcę już wakacji, chce znowu spać do 13 i mieć beztroskie życie!Tak bardzo mi tego brakuje, eh.. Trzeba jednak przecierpieć ten rok żebym potem nie była na siebie zła, że nie dałam z siebie wszystkiego. Jejciu, nie umiem pisać w ogóle notek, wypadałam jakoś z tego i nie umiem wszystkiego obrać w słowa tak jak bym chciała. Mam nadzieję,że już po kilku notkach wreszcie uda mi się pisać bardziej sensownie. Pa ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz